Lech Poznań nie doleciał na Wyspy Owcze, utknął w Bergen i czeka na decyzję UEFA. Farerzy mają jednak dla mistrza Polski niewiele współczucia. Tamtejsze media przypominają, że poznaniacy byli ostrzegani przed takim scenariuszem.
Portal in.fo wypunktował Lecha za organizację podróży. Gospodarze mieli wcześniej sugerować, by nie zostawiać przylotu na ostatnią chwilę i skorzystać z przewoźnika lepiej obytego z trudnymi warunkami panującymi na Wyspach Owczych. Kolejorz obrał własną drogę. Skończyło się kolejną nieudaną próbą dotarcia na miejsce i awaryjnym lądowaniem w Norwegii.
Farerzy dodatkowo podali Lechowi przykład pod nos. FC Lugano przyleciało wcześniej, zdążyło nawet przeprowadzić trening przed swoim pucharowym spotkaniem. Przekaz jest więc dość czytelny: można było zabezpieczyć się na wypadek pogodowych problemów.
I właśnie dlatego ta szpila boli bardziej niż zwykłe szyderstwo po cudzym pechu. Mgły nikt w Poznaniu nie rozgoni, ale logistykę da się zaplanować. Jeśli miejscowi ostrzegają, że podróż może zamienić się w lotniczą ruletkę, to warto przynajmniej potraktować ich serio.
Teraz Lech prosi UEFA o przełożenie rewanżu z KÍ Klaksvík, zaplanowanego na 13 sierpnia o 19:30. Pierwsze spotkanie poznaniacy wygrali tylko 1:0.
Źródło: WP SportoweFakty / in.fo.
