Na boisku Górnik Zabrze ma dziś do odrobienia jedną bramkę po porażce 0:1 z Ferencvárosem. Kilka godzin przed rewanżem więcej mówi się jednak nie o ustawieniu Michala Gašparíka, lecz o zadymie w centrum miasta.
Według relacji policji cytowanej przez Zabrze112.pl około 21:27 wpłynęło zgłoszenie o grupie mniej więcej 50 częściowo zamaskowanych osób. W pizzerii przy ul. Wolności przebywało około dziesięciu kibiców z Węgier. Doszło do konfrontacji, poleciały kamienie, lokal został zniszczony. Do Zabrza ściągnięto dodatkowe patrole z Katowic. Poważnie ranny nie został nikt, choć jeden z Węgrów miał złamać piszczel podczas przeskakiwania przez ogrodzenie.
Dla Górnika to fatalny moment na kolejny numer z kibicowskim tłem. Klub dopiero co dostał od UEFA 50 tysięcy euro kary za wydarzenia podczas wyjazdu do Stambułu, a zakaz sprzedaży biletów na kolejny europejski wyjazd został zawieszony na dwa lata. O tamtej sprawie pisaliśmy szerzej na Golero. Wcześniej opisywaliśmy też sam turecki wyjazd zabrzan.
I tu warto rozdzielić dwie rzeczy. Górnik ma pełne prawo żyć rewanżem, bo 0:1 nie zamyka żadnych drzwi, a stawką jest awans do play-off Ligi Europy. Ale demolowanie lokalu i urządzanie polowania na rywali nie jest żadnym „wsparciem drużyny”. To obciążenie dla klubu, miasta i normalnych fanów, którzy przyszli oglądać piłkę, a nie kronikę policyjną.
