José Mourinho wraca w opowieściach byłych zawodników regularnie. Zwykle według podobnego schematu: świetny warsztat, treningi na pełnej intensywności, poczucie, że każdy dzień jest małym finałem, a obok tego konflikty, ostre słowa i granice przesuwane tak długo, aż ktoś wreszcie mówi „dość”. Tym razem głos zabrał Borja Mayoral, dziś napastnik Getafe.
Hiszpan nie urządził publicznej egzekucji byłemu trenerowi. Najpierw wystawił mu bardzo mocną laurkę. Chwalił zajęcia, tempo, rywalizację i atmosferę. Przyznał też, że Mourinho potrafił podejść do niego indywidualnie, docenić pracę i powiedzieć wprost, że zasługiwał na więcej minut. To ważne, bo Mayoral nie był w Romie anonimowym rezerwowym. W sezonie 2020/21 strzelił 17 goli, a w Lidze Europy został współkrólem strzelców z siedmioma trafieniami.
Warto przy okazji uporządkować bałagan ze źródłowych nagłówków. Mayoral jest wychowankiem Realu, ale z Mourinho pracował seniorsko w Romie, nie w Madrycie. Sam wspomina rozmowy Portugalczyka z Gonzalo Villarem i Carlesem Pérezem o czasach na Santiago Bernabéu. To drobiazg, który całkowicie zmienia kontekst tej historii.
Problem zaczął się, gdy Portugalczyk przejął rzymski zespół. Pozycja napastnika osłabła, a dobra relacja z trenerem nie zawsze przekładała się na miejsce w składzie. Mayoral twierdzi, że po porażkach Mourinho rzucał w szatni komentarze uderzające nie tylko w niego, lecz także w innych zawodników. Szczegółów nie podał. Zaznaczył za to rzecz podstawową: rywalizacja nie zwalnia z szacunku.
I właśnie w tym zdaniu mieści się cały Mourinho. Trener potrafiący znakomicie przygotować drużynę, rozbudzić ambicję i stworzyć poczucie oblężonej twierdzy. Jednocześnie człowiek, który po przegranym meczu bywał własnym najgorszym przeciwnikiem. Zamiast ugasić pożar, dolewał benzyny, a później przekonywał, że ogień był częścią planu.
