Cracovia znowu może opowiadać, że „były sytuacje”, „zabrakło detali” i „wynik nie oddaje przebiegu gry”. Jasne. Tylko tabela nie przyznaje punktów za artystyczne wrażenie ani liczbę dośrodkowań, po których napastnik wygląda, jakby pierwszy raz widział piłkę. Pogoń wygrała w Krakowie 2:0, bo zrobiła dwie rzeczy, których gospodarze nie potrafili: trafiła do bramki i nie spanikowała, gdy zrobiło się niewygodnie.
Pierwsza połowa była typowym ekstraklasowym przeciąganiem liny. Trochę pressingu, trochę niedokładności, kilka obiecujących akcji zarżniętych ostatnim podaniem. Darko Churlinov powinien otworzyć wynik, ale posłał piłkę nad poprzeczką. Potem obudziła się Cracovia, tyle że trafiła na Valentina Cojocaru, który odbił groźne uderzenia Beno Selana i Ajdina Hasicia. Rumun nie urządzał cyrku, tylko wykonywał swoją robotę. W tej lidze czasem wystarczy nie odpierdolić niczego głupiego, żeby zostać bohaterem wieczoru.
Po przerwie Pogoń nie bawiła się w kurtuazję. 46. minuta, Leo Borges, płaski strzał przy słupku i koniec krakowskiego poczucia bezpieczeństwa. Mukairu dobrze wycofał piłkę, Borges wszedł w akcję bez pierdolenia i uderzył tak, jak należy: szybko, konkretnie, bez poprawiania włosów przed strzałem.
Cracovia próbowała odpowiedzieć. Martin Minczew trafił nawet do siatki, lecz ze spalonego. Mateusz Klich miał piłkę na głowie, ale uderzył prosto w Cojocaru. I właśnie tu leży problem „Pasów”. Dwa mecze nowego sezonu, zero goli. Można budować, przesuwać, rotować i rysować strzałki na tablicy, ale bez jakości pod bramką cały projekt jest tylko ładnie opakowaną pustką.
W doliczonym czasie gospodarze rzucili wszystko do ataku, więc Pogoń zrobiła to, co robi zespół dojrzały: skontrowała. Benjamin Mendy uruchomił Mukairu, ten minął Madejskiego i zamknął temat. 0:2. Bez fajerwerków, za to z trzema punktami.
To pierwsza wyjazdowa wygrana Pogoni nad Cracovią od 2023 roku. Po porażce z Legią szczecinianie potrzebowali jej jak tlenu. Krakowianie natomiast nie mogą już chować się za serią remisów i gadką o niepokonanej drużynie. Teraz trzeba strzelać gole. Proste, ale najwyraźniej nie dla każdego.
