Cristiano Ronaldo jeszcze nie zdążył powiedzieć sakramentalnego „tak”, a na Maderze już zorganizowano mu publiczność. Setki ludzi zebrały się przed katedrą Sé w Funchal, przekonane, że właśnie tam największy piłkarski produkt eksportowy wyspy poślubi Georginę Rodriguez. Były telefony, aparaty, oczekiwanie na wielkie wejście. Brakowało tylko jednego drobiazgu: Ronaldo.
Plotka została rozkręcona konkretnie. Ceremonia miała odbyć się 8 sierpnia, później luksusowe przyjęcie w Savoy Palace, a wśród gości przewijały się nazwiska Jennifer Lopez, Drake’a czy Kyliana Mbappe. Brzmiało tak grubo, że część ludzi uznała najwyraźniej, iż skoro przeczytali o tym w internecie, to ślub jest już właściwie wpisany do kalendarza parafialnego.
No i drzwi katedry w końcu się otworzyły. Tyle że zamiast Cristiano i Georginy pojawili się Diogo i Nicole, para z Madery mieszkająca na co dzień we Francji. Dostali więc coś, czego raczej nie zamawiali w pakiecie weselnym: tłum gapiów czekających na jednego z najbardziej rozpoznawalnych ludzi na świecie. Sami podeszli do sprawy z dystansem, żartując, że nagle poczuli się sławni.
I tutaj dochodzimy do najlepszego elementu całej historii. Jeden z gości zwrócił uwagę na rzecz dość oczywistą: naprawdę ktoś wierzył, że Ronaldo urządzi swój ślub praktycznie bez widocznej ochrony? Człowiek, którego zwykłe wyjście z hotelu potrafi wyglądać jak operacja służb specjalnych, miałby sobie po prostu wejść do katedry w centrum Funchal?

Rozbawiony CR7 na Instagramie @jm_madeira
Sam Ronaldo zobaczył później nagranie z tłumem i zareagował rozbawieniem. Trudno mu się dziwić.
