Koniec przeciągania liny. Ferran Torres został piłkarzem Paris Saint-Germain. Hiszpan podpisał kontrakt do 2031 roku i dostał numer 9. Według Fabrizio Romano PSG zapłaci Barcelonie około 50 milionów euro. Paryż bierze więc napastnika w najlepszym momencie jego kariery, a Barcelona… zostaje z dziurą na środku ataku.
Torres jeszcze niedawno bywał w Barcelonie zawodnikiem od łatania składu. Raz skrzydło, raz „dziewiątka”, czasem ławka. Ostatni sezon mocno zmienił optykę. 16 goli w La Lidze dało mu Trofeo Zarra, a latem dołożył zwycięską bramkę w finale mundialu z Argentyną. To już nie jest transfer nazwiska, tylko konkretnego napastnika, który potrafi pojawić się tam, gdzie za chwilę spadnie piłka.
Dla Luisa Enrique ruch ma sporo sensu. Zna Torresa z reprezentacji Hiszpanii, dostaje zawodnika ruchliwego, elastycznego i oswojonego z grą kombinacyjną. PSG nie kupuje klasycznej wieży do przepychania stoperów, tylko piłkarza pasującego do ich sposobu grania.
Najciekawiej robi się jednak w Katalonii. Lewandowskiego już nie ma, a następcy nadal brak. Teraz odchodzi również Ferran. Barcelona zerka między innymi w stronę Luisa Suáreza ze Sportingu, ale czasu na układanie puzzli robi się coraz mniej.
PSG dostało gotowego napastnika. Barcelona dostała pieniądze i bardzo niewygodne pytanie: kto właściwie ma strzelać gole?
Źródło: PSG
