David Poreba czekał na ten moment zdecydowanie za długo. W pierwszym meczu MLS w barwach Chicago Fire dostał miejsce w podstawowym składzie i już w 4. minucie zaliczył asystę przy golu Puso Dithejane. Polsko-amerykański pomocnik przejął wybitą piłkę, szybko zagrał do skrzydłowego, a ten otworzył wynik spotkania z Orlando City. Debiut zakończył się zwycięstwem 2:1.
To nie jest jednak historia chłopaka wyciągniętego nagle z rezerw. Poreba był najlepszym piłkarzem MLS NEXT Pro w 2024 roku, zdobył tam Złotego Buta po 18 bramkach i dopiero później dostał kontrakt z pierwszym zespołem. Drogę do MLS wyhamowała mu kontuzja kolana. Tym bardziej wymowne jest, że kiedy wreszcie dostał ligową szansę, potrzebował czterech minut, żeby zrobić konkretną liczbę.
Jest jeszcze jeden detal. Poreba został dziewiątym zawodnikiem w historii Chicago Fire, który zaliczył asystę w swoim debiucie w MLS. Nieźle jak na piłkarza, który kilka lat temu próbował przebijać się w Stali Mielec i w jej pierwszym zespole zagrał zaledwie dwa razy.
Teraz sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Urodzony w Chicago syn polskich emigrantów gra obok Roberta Lewandowskiego, którego sam nazywał swoim idolem. Dla Fire to ciekawy układ: globalna gwiazda z Polski i wychowany na miejscu zawodnik z polskimi korzeniami. Jeśli Poreba utrzyma miejsce w rotacji Gregga Berhaltera, polski wątek w Chicago przestanie kończyć się na Lewandowskim.
