Turcja właśnie pokazała, że sezon ogórkowy potrafi skończyć się nie tylko kompromitacją, ale też wizytą na komisariacie. Burhan Can Terzi, dziennikarz zajmujący się Galatasarayem, został zatrzymany po tym, jak przekonywał, że stambulski klub dogadał transfer Jamala Musiali.
Problem? Galatasaray oficjalnie stwierdził, że żadnego porozumienia nie ma i nazwał informacje nieprawdziwymi. Sprawą zajęła się prokuratura w Bakırköy, badająca podejrzenie publicznego rozpowszechniania wprowadzających w błąd informacji. Według niemieckich mediów Terzi został później zwolniony.
Cała historia brzmi absurdalnie nawet jak na transferowe lato. Musiala ma kontrakt z Bayernem aż do 2030 roku, jest jednym z centralnych zawodników projektu w Monachium i nie znajduje się w sytuacji, w której klub desperacko szuka kupca. Niedawno na Golero opisywaliśmy też, jak Bayern zgasił podchody Al-Hilal po Luisa Díaza. W Monachium naprawdę nie mają zwyczaju rozdawać kluczowych piłkarzy.
Galatasaray oczywiście lubi duże nazwiska i potrafi zrobić głośny ruch. W Turcji grał choćby Lukas Podolski, o którego karierze i biznesach pisaliśmy już na Golero. Ale Musiala w Stambule od początku pachniał historią stworzoną pod zasięgi.
Najciekawsze jest więc nie to, że plotka okazała się fałszywa. Takich mamy setki. Ciekawe jest to, że tym razem za transferowy clickbait wkroczyła prokuratura. I nagle „here we go” przestało być niewinną zabawą.
