Gdy Liverpool płacił za Naby’ego Keïtę około 60 milionów euro, mało kto zakładał, że kilka lat później Gwinejczyk będzie szykował się do meczu eliminacji Ligi Europy w Zabrzu. A jednak.
31-latek wrócił po kolejnym urazie i ostatnio dostał około 20 minut w sparingu Ferencvárosu z Realem Madryt. To oznacza, że powinien być dostępny na rewanż z Górnikiem. W pierwszym spotkaniu, wygranym przez Węgrów 1:0, jeszcze nie zagrał.
Oczywiście nazwisko Keïty jest dziś znacznie większe niż jego aktualna pozycja sportowa. Liverpool miał dostać pomocnika na lata, ale karierę Gwinejczyka regularnie rozbijały kontuzje. Później nie wyszło także w Werderze, gdzie doszły jeszcze problemy dyscyplinarne. Ferencváros miał być miejscem odbudowy, lecz i tam nie wszystko układało się gładko.
Dla Górnika nie ma jednak znaczenia, co Keïta robił trzy lata temu. Jeśli pojawi się na murawie, nadal mówimy o zawodniku z ogromnym doświadczeniem.
Zabrzanie przegrali pierwszy mecz tylko 0:1, a Golero już pisało, że ich droga w eliminacjach jest zdecydowanie najtrudniejsza spośród polskich klubów.
Keïta może wejść z ławki. Górnik nie może pozwolić, żeby razem z nim weszła przewaga jakości.
