Bayern Monachium miał okazję zakończyć temat João Palhinhi bez większego bólu głowy. Tottenham chciał zatrzymać Portugalczyka, trener londyńczyków widział dla niego miejsce, sam zawodnik znał już ligę i klub. Wystarczyło zejść z ceny, podać sobie ręce i zamknąć jeden z bardziej bezsensownych transferów ostatnich lat.
Ale nie. Bayern uparł się na 30 milionów euro i dziś może zostać z pomocnikiem, którego Vincent Kompany zwyczajnie nie potrzebuje.
Cała historia Palhinhi w Monachium od początku wyglądała jak ruch robiony pół roku za późno. Portugalczyka chciał Thomas Tuchel, który potrzebował klasycznej „szóstki”, zawodnika od odbioru, zabezpieczania stoperów i gaszenia pożarów. Bayern nie zdążył dopiąć transferu w 2023 roku, a gdy wreszcie sprowadził pomocnika z Fulham, Tuchela praktycznie nie było już w klubowych planach.
Kupiono piłkarza pod trenera, którego zaraz zwolniono. Genialne zarządzanie.
W systemie Kompany’ego Palhinha nie jest pierwszym wyborem. Belg oczekuje od środkowych pomocników większej swobody w rozegraniu, odporności na pressing i przyspieszania akcji podaniem. Portugalczyk ma swoje zalety, ale nigdy nie był zawodnikiem, który będzie dyrygował grą jak Joshua Kimmich. Bayern doskonale o tym wiedział, a mimo to podpisał z nim wysoki kontrakt.
Teraz płaci za własny brak konsekwencji. Palhinha zarabia około 10 milionów euro rocznie, do tego dochodzą bonusy. Benfica i Sporting są zainteresowane, lecz nie mają zamiaru wykładać kwoty oczekiwanej przez Niemców. Wolą wypożyczenie. Bayern wolałby sprzedaż. Aston Villa może jeszcze uratować sytuację, ale trudno oczekiwać, że angielski klub będzie spełniał zachcianki Monachium.
Bawarczycy najwyraźniej pomylili wartość zawodnika z kwotą, którą chcieliby odzyskać. To nie jest to samo.
Tottenham dawał im wygodne wyjście. Bayern uznał jednak, że wyciśnie kilka milionów więcej. Teraz może skończyć z rezerwowym, gigantyczną pensją i kolejnym wypożyczeniem, które tylko odsunie problem o rok.




