Gianni Infantino i jego ludzie tradycyjnie klepią się po plecach: rozszerzony do 104 meczów turniej w USA, Kanadzie i Meksyku okazał się wielkim sukcesem, a oficjalna komórka do spraw uczciwości nie dopatrzyła się ani jednej podejrzanej akcji. Sielankowy obrazek psuje jednak raport Niezależnej Grupy Kopenhaskiej, która wyciągnęła na światło dzienne siedem żółtych alertów.
Nie chodzi od razu o ordynarną ustawkę w stylu niższych lig, ale o bezprecedensowe przepływy gotówki i dostęp do informacji poufnych. Na tradycyjnych giełdach oraz platformach predykcyjnych, takich jak Polymarket, obrócono w trakcie czempionatu niewyobrażalną kwotą 240 miliardów dolarów. Przy takiej masie pieniądza każdy przeciek z szatni czy gabinetów federacji staje się złotą żyłą.
Najbardziej zastanawia sprawa Folarina Baloguna. Amerykański napastnik wyleciał z boiska w starciu z Bośnią i Hercegowiną, co powinno oznaczać zawieszenie. Tymczasem na giełdzie nagle ruszył zmasowany skup zakładów na jego występ w 1/8 finału przeciwko Belgii – i to zanim FIFA oficjalnie opublikowała decyzję o dopuszczeniu gracza. Ktoś wiedział wcześniej i po prostu skonsumował przewagę informacyjną.
Pytania rodzi także bezbramkowy remis Hiszpanii z Republiką Zielonego Przylądka, przy którym na sensacyjny brak porażki outsidera wpłynęło ponad 3,5 miliona funtów, czy przeciągana weryfikacja VAR przy anulowanym golu Ferrana Torresa.
Jak zauważa na łamach „The Athletic” analityk Christian Kalb, skoki kursów można czasem wytłumaczyć równoważeniem płynności przez bukmacherów. Jednak przepaść między buńczucznymi zapewnieniami federacji a ustaleniami zewnętrznych audytorów daje do myślenia. Rynek hazardowy rozrósł się błyskawicznie, a procedury kontrolne FIFA wyraźnie nie nadążają za cyfrową rzeczywistością. Mundial się odbył, ale niesmak pozostał.
