W FIFA najwyraźniej uznano, że skoro na mistrzostwach świata można zarobić absurdalne pieniądze, to następnym krokiem będzie potraktowanie mundialu jak spółki, w której można opchnąć kawałek udziałów inwestorom. Gianni Infantino forsuje pomysł stworzenia komercyjnego wehikułu związanego z najważniejszymi rozgrywkami FIFA, a Carlos Cordeiro właśnie trzasnął drzwiami.
I nie jest to jakiś anonimowy urzędnik z czwartego piętra siedziby w Zurychu. Cordeiro był prezesem amerykańskiej federacji, pracował ponad trzy dekady w bankowości, m.in. w Goldman Sachs, pomagał przy organizacji mundialu 2026 i był starszym doradcą Infantino. Czyli facet, który doskonale wie, jak pachną wielkie pieniądze. Jeśli właśnie on mówi, że ten interes mu śmierdzi, wypada przynajmniej sprawdzić, skąd ten odór.
Plan zakłada powstanie nowej komercyjnej spółki. Jej wycena ma sięgać około 20 miliardów dolarów, a FIFA mogłaby zebrać od inwestorów nawet 4,2 miliarda. Wśród zainteresowanych wymieniane jest Thrive Capital Josha Kushnera, natomiast przy projekcie doradza JP Morgan. FIFA przekonuje, że zachowa kontrolę nad sprawami sportowymi, a pieniądze pójdą na rozwój futbolu. Każda z 211 federacji miałaby dostać możliwość sięgnięcia nawet po 20 milionów dolarów.
Brzmi pięknie. Tylko po cholerę sprzedawać fragment maszynki drukującej pieniądze, skoro samemu tonie się w kasie?
Według Cordeiro FIFA ma miliardy w rezerwach, nie jest zadłużona, a w cyklu 2022–2026 wygenerowała około 15 miliardów dolarów przychodów. UEFA również jedzie po projekcie bez hamulców, zarzucając mu brak przejrzystości i przekroczenie granicy, której federacja piłkarska przekraczać nie powinna.
I tu zaczyna się cały burdel. FIFA formalnie jest organizacją non-profit należącą do federacji członkowskich, a nie prywatną zabawką prezesa. Tymczasem największy turniej świata coraz bardziej przypomina aktywo finansowe czekające na inwestorów.
Projekt nie jest jeszcze przesądzony – potrzebuje politycznego poparcia wewnątrz FIFA. Ale skoro człowiek z najbliższego otoczenia Infantino woli odejść, niż firmować tę operację swoim nazwiskiem, alarm właśnie zrobił się cholernie głośny.
