Historia Mychajło Mudryka właśnie dostała zwrot akcji, którego jeszcze kilka miesięcy temu trudno było się spodziewać. Ukrainiec może ponownie grać w piłkę, a czteroletnia dyskwalifikacja, która miała trzymać go poza boiskiem do końcówki 2028 roku, przestała obowiązywać.
I tutaj robi się naprawdę ciekawie. Mudryk wypadł z futbolu pod koniec 2024 roku po kontroli antydopingowej, w której wykryto meldonium. Piłkarz od początku twierdził, że świadomie nie przyjął żadnej zakazanej substancji. FA ostatecznie wlepiła mu cztery lata, sprawa trafiła do CAS, a Chelsea mogła powoli zastanawiać się, czy z transferu wartego grube dziesiątki milionów zostało jeszcze cokolwiek do uratowania.
Tyle że zmieniły się standardy raportowania WADA. Według obecnych wymogów stężenie wykryte w próbce Mudryka nie zostałoby dziś zgłoszone jako pozytywny wynik. Innymi słowy: facet stracił ogromny kawał kariery, a teraz słyszy, że przy aktualnych zasadach cała sprawa mogłaby się nawet nie rozpocząć.
Chelsea zapowiada już przywracanie Ukraińca do normalnego treningu. Pytanie tylko, do czego właściwie Mudryk wraca.
Przed zawieszeniem nie był przecież żadnym kozakiem Premier League. W 73 występach dla Chelsea uzbierał 10 goli i 11 asyst. Były przebłyski, był absurdalny gaz w nogach, czasami pojawiało się coś, co tłumaczyło ogromne pieniądze zapłacone Szachtarowi. Problem w tym, że równie często wyglądał jak piłkarz, któremu ktoś dał 99 punktów szybkości i zapomniał rozdać resztę statystyk.
Teraz dochodzi jeszcze prawie dwuletnia przerwa od poważnego grania. Chelsea ma na skrzydłach tłok, konkurencja nie czekała, aż Mudryk rozwiąże swoje problemy.
Największa batalia została jednak wygrana. Mudryk znów jest piłkarzem, a nie bohaterem akt sprawy antydopingowej.
