José Mourinho znów siedzi na ławce Realu Madryt, a jego powrót zaczął się od meczu zdecydowanie ciekawszego niż spokojne 4:0 z przeciętnym rywalem. Real prowadził z Fiorentiną 2:0, przez długi czas kontrolował wydarzenia, po czym roztrwonił przewagę i skończył z remisem. Mourinho nawet nie musiał nic mówić. Jego mina wystarczyła za cały komentarz pomeczowy.
Pierwsze pół godziny wyglądało naprawdę konkretnie. Endrick, wracający po wypożyczeniu w Lyonie, wykorzystał swoją szansę i otworzył wynik. Chwilę później trafił Alexis Ciria, zawodnik akademii, który nie zamierzał pełnić roli statysty. Real miał tempo, ruch między liniami i kilka akcji, po których można było pomyśleć: Mourinho nie wrócił wyłącznie po to, żeby bronić wyniku i liczyć na stałe fragmenty.
Dobre momenty miał Arda Güler, Camavinga potrafił przyspieszyć grę jednym podaniem, a Denzel Dumfries od razu pokazał, że nie przyjechał do Madrytu oglądać Trenta z ławki. Skład nadal był daleki od galowego, ale przez pewien czas Real wyglądał jak drużyna, która wie, po co wyszła na boisko.
Później zaczęła się klasyczna pretemporada: ciężkie nogi, liczne zmiany, brak automatyzmów i obrona złożona z zawodników, którzy dopiero poznają realia pierwszego zespołu. Piccoli zdobył bramkę kontaktową jeszcze przed przerwą, a po niej Moise Kean wygrał pojedynek w powietrzu i doprowadził do remisu. Dwubramkowa przewaga zniknęła szybciej niż pierwsze zachwyty nad „nowym Realem”.
Nie ma sensu wyciągać wielkich wniosków po jednym sparingu. Mourinho nie miał do dyspozycji wielu gwiazd, skład był eksperymentalny, a młodzi obrońcy dostali lekcję cenniejszą niż kolejne łatwe spotkanie w rezerwach. Problem polega na tym, że w Madrycie nawet remis w meczu towarzyskim potrafi uruchomić pierwsze alarmy.
Najwięcej zyskał Endrick, bo przypomniał, że nie jest tylko kosztownym projektem na przyszłość. Ciria również wysłał czytelny sygnał: akademia może dawać Realowi coś więcej niż zawodników przeznaczonych na sprzedaż. Mourinho natomiast już wie, że pracy ma pod dostatkiem. I zapewne właśnie dlatego wrócił.
Real Madryt 2:2 Fiorentina
