Jeżeli informacje z Hiszpanii się potwierdzą, Gonzalo García zamieni Real Madryt na Fulham. COPE informuje o porozumieniu wartym około 70 milionów euro, choć wokół ostatecznej konstrukcji transakcji krąży już kilka wersji. I właśnie dlatego z zachwytami nad konkretną kwotą jeszcze byśmy się wstrzymali.
Na papierze brzmi to trochę absurdalnie. Siedemdziesiąt baniek za 22-letniego napastnika, który w ostatnim sezonie nie był nawet podstawową dziewiątką Realu? Premier League ponownie pokazuje, że żyje w osobnej rzeczywistości finansowej. Tyle że Gonzalo nie jest przypadkowym dzieciakiem wyciągniętym z Castilli po trzech dobrych miesiącach.
W sezonie 2024/25 strzelił tam 25 goli, a później dostał prawdziwą szansę w pierwszej drużynie. W poprzednich rozgrywkach LaLiga uzbierał sześć trafień, natomiast oficjalne statystyki Realu za sezon 2025/26 zamknął z ośmioma bramkami we wszystkich rozgrywkach. Nie jest to materiał, po którym człowiek krzyczy „nowy Benzema”, ale też trudno udawać, że chłopak nie potrafi znaleźć się pod bramką.
Najciekawszy jest jednak Álvaro Arbeloa. Fulham zatrudniło go tego lata na trzy lata, a Gonzalo zna doskonale z Madrytu. To nie będzie transfer w stylu: kupiliśmy młodego Hiszpana, bo Excel powiedział, że warto. Arbeloa wie, kogo bierze, wie, czego może od niego wymagać i przede wszystkim może dać mu coś, czego w Realu brakowało – regularne granie.
Dla Madrytu? Kapitalny interes. Mbappé jest nietykalny, Endrick dalej czeka na swoją kolej, a klub chce robić miejsce na kolejne ruchy. Jeśli ktoś rzeczywiście kładzie na stole kilkadziesiąt milionów za zawodnika z drugiego szeregu, Florentino Pérez raczej nie zaczyna sentymentalnej pogadanki o DNA klubu.
Sprzedajesz. Dodajesz klauzulę pozwalającą zachować kontrolę nad przyszłością zawodnika. I liczysz kasę.
