Lech Poznań chciał spokojnie polecieć na Wyspy Owcze i dokończyć robotę z KÍ Klaksvík. Zamiast tego dostał dwudniową przygodę z lotniskami, mgłą i Bergen, którą obserwowała pół Polski. Legia oczywiście nie zamierzała przejść obok takiego prezentu.
Warszawiacy przed piątkowym meczem z Radomiakiem opublikowali komunikat o utrudnieniach związanych z defiladą wojskową. Niby zwykła informacja organizacyjna, tyle że zaczęła się od sugestii, aby rywale „zaplanowali podróż z wyprzedzeniem”. Do kompletu dorzucono grafikę stylizowaną na śledzenie lotu. Adresat był jeden, nawet jeśli nie został oznaczony: Lech Poznań.
Trzeba przyznać, że social media Legii wykorzystały sytuację idealnie. Bez pięciu akapitów tłumaczenia dowcipu, jedna szpila i internet zrobił resztę.
Sam Lech miał znacznie mniej powodów do śmiechu. Po odwołanym środowym locie czwartkowa próba zakończyła się najpierw lądowaniem w Bergen. Ostatecznie Kolejorz dotarł na Wyspy Owcze, a rewanż przesunięto na 20:45 czasu lokalnego.
Na Golero pisaliśmy już, że Lech z KÍ Klaksvík wygrał 1:0, ale daleko było od spacerku. Z kolei Legia ostatnio zgubiła punkty w Kielcach. W internecie warszawiacy trafili jednak bez pudła.
