Trzy kolejki, dwa punkty i okrągłe zero strzelonych goli. Cracovia weszła w sezon 2026/27 tak, jakby ktoś przed pierwszym meczem zapomniał powiedzieć piłkarzom, że bramki przeciwnika nie są elementem dekoracji stadionu. Po remisach z Lechem i Śląskiem oraz porażce 0:2 z Pogonią „Pasy” siedzą obecnie w dolnej części tabeli Ekstraklasy. I nie ma co tego pudrować – wygląda to słabo.
Problem w tym, że boisko jest tylko połową historii. Kilka dni temu ze stanowiska wiceprezesa zrezygnował David Amdurer. Oficjalnie: nowe wyzwania zawodowe. Taki komunikat, który w futbolu może oznaczać dokładnie wszystko albo kompletnie nic. Amdurer był w zarządzie od stycznia, więc trudno przejść obok jego odejścia obojętnie, zwłaszcza gdy drużyna zaczyna sezon bez gola, a wokół transferów robi się coraz goręcej.
Na dokładkę pojawiły się informacje Mateusza Borka, że następny do wyjścia może ustawić się Murat Çolak. Prezes Cracovii szybko jednak przeciął temat. Po rozmowach z właścicielem oraz trenerem Bartoszem Grzelakiem zostaje i zapowiada jeszcze kilka ruchów transferowych przed zamknięciem okna.
I bardzo dobrze, tylko teraz wypadałoby coś za tymi słowami postawić. Cracovia potrzebuje jakości z przodu, a nie kolejnych zapowiedzi, prezentacji strategii i opowieści o długoterminowych projektach. Çolak dopiero 15 lipca został prezesem, wcześniej pełnił funkcję wiceprezesa, więc wywracanie zarządu po miesiącu byłoby organizacyjnym kabaretem.
W tle jest jeszcze Robert Platek, który wszedł do Cracovii jako nowy większościowy gracz właścicielski w 2025 roku. Klub zapowiada jego większą medialną wypowiedź dotyczącą dalszej wizji.
Źródło: Murat Colak
