Inter Miami pojechał do Nashville po fotel lidera, a wrócił z czterema golami w plecaku i materiałem do dłuższej analizy. Gospodarze wygrali 4:1 i trudno ten wynik zrzucić na pecha czy pojedynczy błąd. Miami po prostu zostało ograne.
Andy Nájar trafił już w 17. minucie. Chwilę później Lionel Messi dostał idealną okazję na wyrównanie z rzutu karnego, ale Brian Schwake zatrzymał Argentyńczyka. Co bardziej rzuca się w oczy: był to trzeci kolejny niewykorzystany karny Messiego.
Messi jeszcze przed przerwą podał do Telasco Segovii przy golu na 1:1, lecz po zmianie stron Nashville włączyło wyższy bieg. Sam Surridge dołożył efektowne trafienie, a Hany Mukhtar ustrzelił dublet. Z drużyny, która miała walczyć o pierwsze miejsce, zrobił się zespół rozpaczliwie czekający na końcowy gwizdek.
To boli podwójnie. Nashville ma już pięć punktów przewagi w walce o Supporters’ Shield, a wcześniej w tym roku wyrzuciło Miami także z CONCACAF Champions Cup.
Inter latem dołożył do środka pola Casemiro, a Messi dopiero niedawno wrócił do Miami. Nazwisk więc nie brakuje. W Nashville zabrakło czegoś znacznie prostszego: kontroli nad meczem.
