Paweł Sokolnicki nie jest człowiekiem, którego można zbyć tekstem o „emocjach po meczu”. Asystent z finału mundialu w Katarze zna VAR od kuchni i właśnie wystawił polskiemu systemowi sędziowskiemu rachunek. Niezbyt przyjemny.
W liście skierowanym do PZPN Sokolnicki punktuje Centrum VAR. Według niego podczas finału Pucharu Polski, który miał być pokazem nowego rozwiązania, centrum nie miało nawet łączności, więc pracowano po staremu. Jeszcze mocniej brzmi fragment dotyczący spalonych. System ma korzystać przy wyznaczaniu linii z ograniczonego obrazu, a zapowiadanej technologii półautomatycznego spalonego po prostu brakuje.
Do tego dochodzą operatorzy szkoleni w ekspresowym tempie, ludzie uczący VAR-u bez odpowiedniego doświadczenia przy samym systemie i zajęcia, które Sokolnicki właściwie sprowadza do odhaczenia obowiązku. Jeśli te zarzuty się potwierdzą, problemem nie będzie pojedynczy błąd arbitra. Problem będzie systemowy.
Kontrast jest zresztą dość brutalny. W Hiszpanii La Liga właśnie wdraża piłki z sensorami pomagającymi m.in. przy spalonych. Na Golero opisywaliśmy też, jak działa technologia goal-line. Tam dyskusja idzie w stronę większej precyzji. U nas były uczestnik najlepszego zespołu sędziowskiego świata pyta, czy podstawowe narzędzia w ogóle działają tak, jak powinny.
I to jest dla PZPN dużo poważniejszy temat niż kolejna dyskusja o centymetrowym spalonym.
Źródło: weszlo.com
