To miał być wieczór, po którym Dinamo Zagrzeb i AEK Ateny spokojnie zaczną sprawdzać ceny biletów na Ligę Mistrzów. Zamiast tego oba kluby zostawiły sobie na rewanże robotę, której zdecydowanie nie planowały.
Dinamo zaczęło z Vikingiem wręcz absurdalnie dobrze. Dion Drena Beljo trafił w szóstej minucie, cztery minuty później Mateo Lisica podwyższył na 2:0. Ten drugi gol był przy okazji 600. trafieniem Dinama w europejskich pucharach. Chorwaci obijali jeszcze słupek i wyglądali, jakby za moment mieli zamknąć dwumecz.
Tyle że do przerwy było już 2:2. Peter Christiansen i Zlatko Tripić wykorzystali błędy gospodarzy, a po zmianie stron Dinamo strzelało dużo, ale ani razu celnie. Rewanż odbędzie się w Stavanger, więc nagle to Viking dostał bardzo wygodny układ.
Jeszcze ciekawiej zrobiło się w Sofii. Levski zremisował z AEK 0:0, ale nie był to remis wybroniony przez 90 minut we własnym polu karnym. Bułgarzy oddali 15 strzałów przy 12 AEK-u i 3 celne przy zaledwie jednym Greków.
A mówimy o ekipie, która wystawiła między innymi Lukę Jovicia, Lovro Majera czy Răzvana Marina.
Dinamo też ma czego żałować. Dziesięć minut wystarczyło mu na zbudowanie przewagi. Kolejne osiemdziesiąt – żeby praktycznie ją wyrzucić do kosza.
Liga Mistrzów miała być formalnością. Na razie pachnie problemami.
Źródło główne: Meczyki.pl
