Jan Ziółkowski może po roku zamknąć rzymski rozdział. Nicolò Schira podał, że klub z Arabii Saudyjskiej rozpoczął rozmowy z AS Romą, a polski stoper nie znajduje się obecnie w planach Gian Piero Gasperiniego. To jeszcze nie etap „pakuj walizki”, ale sygnał jest czytelny: Roma jest gotowa rozmawiać.
I tu robi się ciekawiej niż przy zwykłej transferowej plotce. Ziółkowski ma kontrakt aż do 2030 roku, więc Włosi nie muszą przyjmować pierwszej oferty. Wcześniej wokół 21-latka kręciły się kluby Premier League, a w rzymskich mediach przewijała się kwota około 20 milionów euro. Jeśli Saudyjczycy faktycznie zbliżą się do tego poziomu, Roma zrobi świetny interes na zawodniku kupionym z Legii za około 6,6 mln.
Swoje liczy też Warszawa. Legia zachowała 10 procent od kolejnego transferu definitywnego. Przy 20 milionach oznaczałoby to około 2 mln euro dla stołecznego klubu: bez rozegrania choćby jednej minuty.
Golero niedawno opisywało, jak Legia sprzedała kolejnego młodego stopera do Bundesligi. W Warszawie monetyzowanie młodych obrońców zdecydowanie nie jest więc teorią.
Sportowo Arabia wygląda mniej oczywiście. Ziółkowski ma 21 lat i największym kapitałem nadal są dla niego minuty na wysokim europejskim poziomie. Z drugiej strony kolejny rok na końcu ławki w Rzymie też trudno sprzedać jako świetny plan na rozwój.
W Romie podobny problem z regularną grą ma Radosław Żelezny. Tyle że przy Ziółkowskim na stole mogą zaraz leżeć naprawdę duże pieniądze.
