Marek Papszun nie zrobił z Wojciecha Urbańskiego projektu specjalnej troski. 21-latek dostał trzy ligowe mecze od początku, nie przekonał i przy 5:0 z Radomiakiem przesiedział całe spotkanie na ławce. To nie wygląda na skreślenie. Bardziej na bardzo czytelny komunikat: nazwisko i metryka nie gwarantują minut.
Liczby też nie pomagają. W tym sezonie Urbański ma 215 minut w Ekstraklasie, bez gola i asysty. Oddał trzy strzały, żaden nie poleciał w światło bramki. Papszun przyznał przed meczem z Piastem, że nadal wierzy w pomocnika, ale konkurencja w środku pola zwyczajnie zrobiła się mocna.
I tu zaczyna się najgorsza część tej historii dla Urbańskiego. Gdy wypadł ze składu, jego konkurenci nie zostawili trenerowi wielu powodów do szybkiej korekty. Michal Ševčík strzelił Radomiakowi gola już w 7. minucie, a Bartosz Kapustka dołożył dublet. Legia rozbiła Radomiaka 5:0, więc zwycięskiej jedenastki trudno ruszać tylko po to, by komuś oddać miejsce.
Co ciekawe, Papszun inaczej potraktował wcześniej Miletę Rajovicia. Napastnika publicznie bronił mimo gwizdów. Urbański dostał ławkę.
To nie musi być zła wiadomość. 21-latek ma kontrakt do końca 2028 roku, więc ani klub, ani zawodnik nie muszą wykonywać nerwowych ruchów. Dla niego gorsze byłoby granie z rozpędu. Teraz układ jest prosty: odzyskać miejsce na treningach.
W Legii taryfa ulgowa właśnie się skończyła. I chyba dokładnie o to Papszunowi chodziło.
Źródło główne: Transfery.info
