Jeszcze kilka dni temu można było uwierzyć, że Jamala Musialę po prostu pokonał upał. Po drugim podobnym zdarzeniu ta wersja przestała wystarczać. Gwiazdor Bayernu ponownie upadł na murawę, a później sam ujawnił, że zmaga się z problemem neurologicznym.
Do kolejnego zdarzenia doszło podczas sparingu z Heidenheim. Musiala wszedł na boisko po przerwie i po zaledwie kilku minutach znalazł się na murawie bez kontaktu z rywalem. Sędzia przerwał grę, do 23-latka ruszyli lekarze oraz zawodnicy. Na szczęście Niemiec opuścił boisko o własnych siłach. Bayern wygrał 4:2, ale wynik szybko stał się sprawą drugorzędną.
Nie był to pierwszy taki przypadek. Cztery dni wcześniej Musiala zasłabł w końcówce spotkania z RB Lipsk. Wtedy mówiło się przede wszystkim o temperaturze sięgającej 33 stopni. Wstępne badania nie wykazały poważnego problemu i zawodnik dostał zgodę na powrót.
Teraz znamy więcej szczegółów. Musiala poinformował, że lekarze wykryli u niego krótkotrwałe epizody nieobecności związane z dysfunkcją neurologiczną. Według piłkarza przypadłość jest możliwa do leczenia, znajduje się pod stałą opieką specjalistów, a lekarze pozwolili mu kontynuować grę w piłkę. Sam podkreślił również, że według otrzymanych informacji nie wiąże się to z dodatkowym zagrożeniem dla jego zdrowia.
I to jest dziś najważniejsze. Nie ma sensu diagnozować Musiali z trybun ani dopisywać mu końca kariery. Dwa zasłabnięcia w cztery dni wyglądają dramatycznie, ale sam zawodnik przekonuje, że wie już, z czym ma do czynienia i chce dalej grać.
Na Golero pisaliśmy niedawno o absurdalnej transferowej historii związanej z Musialą i Galatasarayem. Teraz wokół reprezentanta Niemiec zrobiło się głośno z dużo poważniejszego powodu.
