David Beckham od dawna nie gra w piłkę, ale na mundialu znów był wszędzie. Trybuny, reklamy, strefy VIP, kampanie największych marek. Człowiek nie musiał nawet dotknąć piłki, żeby wyjść z turnieju bogatszy o około 19 milionów funtów.
To więcej niż zgarnęli Shakira i Justin Bieber, choć oboje faktycznie pojawili się na scenie. Kolumbijka miała zarobić 15 milionów, Kanadyjczyk 12. Beckham? Uśmiech, kilka ujęć z loży, reklama burgera, chipsów czy piwa i cyk – wpadło 19 baniek.
Najbardziej absurdalne jest jednak porównanie z reprezentacją Anglii. Kadra zajęła trzecie miejsce, federacja dostała 22 miliony funtów, a mniej więcej połowa tej kwoty trafiła do zawodników i sztabu. Sam Beckham miał więc zarobić o osiem milionów więcej niż cała drużyna narodowa razem wzięta.
I tu kończy się romantyczna gadka o mundialu jako święcie futbolu. To już nie jest tylko turniej. To największy reklamowy jarmark na świecie, gdzie nazwisko potrafi być cenniejsze niż medal, forma sportowa i sześć tygodni harówki. Beckham rozumie ten mechanizm lepiej niż większość działaczy FIFA, a przecież poprzeczka w konkurencji „robienie pieniędzy na piłce” leży tam bardzo wysoko.
Pomaga mu oczywiście pozycja w Stanach Zjednoczonych. Były piłkarz LA Galaxy, współwłaściciel Interu Miami, człowiek z kontaktami w sporcie, modzie i show-biznesie.
Nawet Brooklyn Beckham miał wyciągnąć około miliona funtów dzięki reklamie DoorDash. Można się śmiać z rodzinnych dram, instagramowego blichtru i całego tego celebryckiego cyrku, ale biznesowo Beckhamowie nie są żadnymi przypadkowymi pasażerami.
