Nowy sezon Premier League zaczyna się w dość absurdalnych okolicznościach. Aż dziewięciu z 20 trenerów poprowadzi swoje kluby w lidze po raz pierwszy w inauguracyjnej kolejce. Ostatni raz angielska elita widziała coś podobnego w sezonie 1946/47, czyli tuż po II wojnie światowej.
Lista robi wrażenie: Marco Rose w Bournemouth, Xabi Alonso w Chelsea, Pierre Sage w Crystal Palace, Álvaro Arbeloa w Fulham, Gary O’Neil w Ipswich, Andoni Iraola w Liverpoolu, Enzo Maresca w Manchesterze City, Matthias Jaissle w Newcastle i Oliver Glasner w Nottingham Forest. To 45 procent całej ligi.
Jeszcze ciekawsze, że pięciu z tej dziewiątki nigdy wcześniej nie prowadziło żadnego zespołu w Premier League. Anglicy nie tylko wymienili trenerów, ale również mocniej otworzyli się na ludzi z zewnątrz.
Skala zmian najlepiej wygląda jednak przy Mikelu Artecie. Hiszpan pracuje w Arsenalu od grudnia 2019 roku i z ponad 2400 dniami na stanowisku jest dziś zdecydowanie najdłużej pracującym szkoleniowcem w lidze.
Średni staż wszystkich obecnych trenerów Premier League wynosi tymczasem zaledwie 474 dni – najmniej w historii rozgrywek od 1992 roku.
Paradoks jest więc konkretny: najbogatsza liga świata wydaje fortunę na długoterminowe projekty, ale coraz rzadziej daje trenerom czas, żeby te projekty faktycznie zbudować.
Arsenal jest dziś wyjątkiem. Reszta ligi zaczyna sezon niemal od nowa.
