Gianni Infantino dostał poparcie Oceanii i pewnie chętnie oprawiłby komunikat w ramkę. Problem w tym, że chwilę później Nowa Zelandia zrobiła dokładnie odwrotnie i oficjalnie wycofała poparcie dla jego kandydatury na kolejną kadencję.
OFC chwali FIFA za rozwój futbolu w regionie i stanęła po stronie obecnego prezydenta. Tym samym na papierze mamy remis: CAF, CONMEBOL i OFC są bliżej Infantina, UEFA, AFC oraz Concacaf chcą zmiany. Tyle że w wyborach nie głosują konfederacje, tylko poszczególne federacje. I tu cały schludny podział zaczyna się sypać.
Nowozelandczycy domagają się także niezależnego przeglądu sprawy FIFA Forward Enterprise. To ten projekt, który rozpętał obecny kryzys i został ostatecznie wycofany.
Infantino pierwszy raz od dawna nie jedzie do wyborów po pustej autostradzie. Na Golero pisaliśmy już o otwartej krytyce ze strony Javiera Tebasa i poparciu Donalda Trumpa dla szefa FIFA.
Teraz zaczyna się liczenie głosów. OFC ma tylko 11 pełnych członków, ale przy ciasnym wyniku nawet kilka takich federacji może zdecydować, kto będzie rządził światową piłką po wyborach w 2027 roku.
Źródła: The Guardian, New Zealand Football
