Ismaël Bennacer nie jest już piłkarzem Milanu. Kontrakt rozwiązany, walizki praktycznie spakowane, kierunek: Katar. Algierczyk ma podpisać umowę z Al-Gharafą i po siedmiu latach definitywnie zamyka mediolański rozdział.
I można oczywiście wzruszyć ramionami. Ostatnie sezony? Wypożyczenie do Marsylii, później Dinamo Zagrzeb, coraz mniej wspólnego z podstawowym składem Milanu. Tyle że sprowadzanie jego pobytu na San Siro do stwierdzenia „nie wyszło” byłoby zwyczajnie krzywdzące.
Bennacer swego czasu był cholernie dobrym pomocnikiem. Nie efektownym pod TikToka, tylko takim, którego doceniało się po 90 minutach: obrót pod pressingiem, wyjście spod dwóch rywali, agresja po stracie, szybkie podanie między liniami. W mistrzowskim sezonie 2021/22 był ważną częścią środka pola, a rok później z Milanem dotarł do półfinału Ligi Mistrzów. Łącznie uzbierał 178 oficjalnych występów dla Rossonerich.
Problem w tym, że później organizm powiedział: dobra, wystarczy.
W maju 2023 roku Bennacer przeszedł operację prawego kolana. Milan informował wtedy o minimum sześciu miesiącach przerwy. We wrześniu 2024 roku przyszła kolejna operacja, tym razem łydki, i następne cztery miesiące bez grania. Na najwyższym poziomie takie półtora roku szarpania formy potrafi zniszczyć karierę skuteczniej niż kiepski trener.
Najbardziej przewrotne jest to, że w styczniu 2023 roku Milan przedłużył z nim umowę aż do czerwca 2027. Wtedy Bennacer był przedstawiany jako jeden z filarów drużyny. Teraz klub kasuje kontrakt rok przed terminem, żeby każdy mógł pójść w swoją stronę.
Czy Katar w wieku 28 lat wygląda ambitnie? Niespecjalnie. Ale też Bennacer nie wyjeżdża tam jako piłkarz, który nic w Europie nie osiągnął. Ma mistrzostwo Włoch, Puchar Narodów Afryki i kilka naprawdę mocnych lat w Milanie.
Po prostu jego najlepsza wersja skończyła się zdecydowanie za wcześnie.
