Michał Pazdan nie zakończył kariery, ale po rozstaniu z Wieczystą Kraków pozostaje bez klubu. Teraz były reprezentant Polski opowiedział, jak wyglądały kulisy jego odejścia. 39-latek przyznał w podcaście Tomasza Ćwiąkały, że przed barażami dostał od Sławomira Peszki jasny sygnał: jeśli Wieczysta awansuje do Ekstraklasy, współpraca będzie kontynuowana.
Pazdan nie miał przy tym gwarancji miejsca w podstawowym składzie. Wiedział, że po awansie do klubu mogą trafić nowi stoperzy i konkurencja zrobi się większa. To akurat żadna sensacja. Wieczysta ma pieniądze, ambicje i po wejściu do Ekstraklasy musiała podnieść poziom kadry.
Problem był gdzie indziej. Obrońca wyjechał na urlop przekonany, że nowa umowa jest właściwie dogadana. Nie rozglądał się za innym pracodawcą i nie prowadził zaawansowanych rozmów z konkurencją. Dopiero dzień przed rozpoczęciem przygotowań zadzwonił Peszko i poinformował go, że klub nie przedłuży wygasających kontraktów.
I właśnie to Pazdana najbardziej wkurzyło. Nie fakt, że Wieczysta chciała odmłodzić czy przebudować zespół. Facet doskonale wie, że ma 39 lat i w piłce nikt nie rozdaje kontraktów za zasługi. Chodziło o sposób załatwienia sprawy. Skoro wcześniej słyszysz, że masz zostać, układasz sobie pod to kolejne tygodnie. A potem nagle okazuje się, że całe ustalenie można wyrzucić do kosza.
Pazdan pojechał później do klubu i wprost skonfrontował się z Peszką. Jak mówił w podcaście, nie potrafił zrozumieć, po co wcześniej dostał deklarację przedłużenia umowy, skoro decyzja została później odwrócona.
Wieczysta miała pełne prawo uznać, że na Ekstraklasę potrzebuje innych zawodników. Nikt nie ma jednak obowiązku udawać, że sposób pożegnania Pazdana był elegancki.
