Teoretycznie wszystko jest jasne. Fenerbahçe ma większy budżet, mocniejszą kadrę, własne piekło na trybunach i status zdecydowanego faworyta. Górnik Zabrze ma natomiast świeże wspomnienie porażki 1:3 z Lechem Poznań w Superpucharze, podczas której prowadził, a później zaczął rozdawać rywalowi prezenty. W Stambule podobna uprzejmość skończyłaby się brutalnie.
Michal Gasparik przekonuje jednak, że nie zamierza wystawiać dziewięciu obrońców, bramkarza i człowieka odpowiedzialnego za wybijanie piłki na aut. Górnik ma zagrać ofensywnie. Brzmi odważnie, być może nawet bezczelnie, ale akurat w tym dwumeczu zachowawczość niewiele załatwi.
Zobaczymy jak będzie wyglądał ten mecz, na co pozwoli nam Fenerbahce, ale skład będzie ofensywny – Michal Gasparik
Bo jak właściwie miałby wyglądać plan oparty wyłącznie na bronieniu? Dziewięćdziesiąt minut wyczekiwania, aż któryś z piłkarzy Fenerbahçe znajdzie pół metra miejsca? Na stadionie Şükrü Saracoğlu takie pół metra potrafi pojawić się kilkanaście razy. Jeżeli zabrzanie cofną się pod własną bramkę i będą liczyć na cud, Turcy prędzej czy później ten mur rozmontują.
Gasparik zna ten teren. W grudniu 2023 roku przyjechał tutaj ze Spartakiem Trnawa. Do przerwy jego drużyna jeszcze żyła, ale później Fenerbahçe wrzuciło wyższy bieg i skończyło się 0:4. To doświadczenie powinno być ostrzeżeniem, a nie traumą: samo przetrwanie pierwszej połowy nie jest żadnym sukcesem, kiedy po przerwie rywal zaczyna cię mielić.
Dlatego zapowiedź ofensywnego składu ma sens. Nie chodzi o romantyczną szarżę pięcioma zawodnikami i samobójstwo po kwadransie. Górnik musi po prostu pokazać, że potrafi wyjść spod pressingu, utrzymać piłkę i zmusić gospodarzy do biegania również w stronę własnej bramki.
Zabrzanie nie muszą udowadniać, że są lepsi od Fenerbahçe. Muszą udowodnić, że nie przyjechali pełnić funkcji sparingpartnera. Jeden skuteczny kontratak, jeden stały fragment, jeden nerwowy moment gospodarzy – właśnie z takich drobiazgów rodzą się pucharowe niespodzianki.
Fenerbahçe pozostaje potężnym faworytem. Ale biała flaga przed pierwszym gwizdkiem byłaby zwyczajnie głupia. Początek o 20.00.




