Crysencio Summerville miał wybierać między Romą, Aston Villą i kolejnym sezonem w Premier League. Ostatecznie wszystko wskazuje na to, że wybierze Al-Hilal i absurdalnie wielkie pieniądze. Saudyjczycy mają zapłacić West Hamowi około 80 milionów euro. Tak, osiemdziesiąt. Za skrzydłowego, który w poprzednim sezonie ligowym strzelił pięć goli i dorzucił cztery asysty.
Dobry piłkarz? Bez dwóch zdań. Techniczny, szybki, bezczelny w pojedynkach, potrafiący zrobić obrońcy z nóg makaron. Ale umówmy się: to nie jest zawodnik wyceniany normalnymi kategoriami na 80 milionów euro.
Najbardziej zadowolony powinien być West Ham. Klub podobno oczekiwał około 50 milionów funtów, a dostał ofertę, której odrzucenie byłoby finansowym sabotażem. Zwłaszcza po spadku z Premier League. Summerville może i był jednym z niewielu ludzi potrafiących wnieść trochę światła do tej piłkarskiej piwnicy, ale za takie pieniądze sprzedaje się nawet ulubieńca trybun, szafkę w szatni i ekspres do kawy.
Dla Aston Villi i Romy to brutalne przypomnienie, że z klubami z Arabii nie licytuje się portfelem. Można kusić projektem, Ligą Mistrzów, pracą z dobrym trenerem i wielkimi stadionami. Wszystko fajnie, dopóki ktoś nie położy na stole kontraktu, po którego przeczytaniu agent zaczyna wybierać kolor nowego bentleya.
Sam Summerville ma dopiero 24 lata, więc trudno udawać, że jedzie tam na sportową emeryturę. Jednocześnie wybiera ligę słabszą, mniej wymagającą i pozostającą daleko od europejskiego centrum futbolu. To nie jest decyzja sportowa. To jest decyzja biznesowa, ubrana później w gadkę o „ambitnym projekcie”.
Można go za to krytykować. Można też przyznać, że większość ludzi zrobiłaby dokładnie to samo. Tylko bez gadania o spełnianiu dziecięcych marzeń.




