Temat powrotu Arkadiusza Milika do Górnika Zabrze wraca regularnie i raczej szybko nie zniknie. Odkąd Lukas Podolski przejął stery w klubie jako właściciel, kibice coraz śmielej wyobrażają sobie scenariusze, które jeszcze chwilę temu wydawały się czystym science fiction. Problem w tym, że sentyment to jedno, a piłka na najwyższym poziomie działa według zupełnie innych zasad.
W podcaście Grzegorza Krychowiaka Podolski nie rzucił żadnej transferowej bomby, ale między wierszami powiedział całkiem sporo. Przyznał, że Milik cały czas interesuje się tym, co dzieje się w Zabrzu i regularnie wypytuje brata o klub. To akurat nie dziwi. W końcu właśnie tam zaczęła się jego seniorska kariera.
Jednocześnie Podolski studzi emocje. Najpierw zdrowie, potem decyzje. I trudno się z tym spierać. Ostatnie dwa lata były dla Milika pasmem kontuzji, które mocno wyhamowały jego karierę. Z napastnika regularnie walczącego o skład Juventusu stał się piłkarzem próbującym przede wszystkim wrócić do pełnej sprawności.
Padł też temat pieniędzy. Niby oczywisty, ale często pomijany przez kibiców. Górnik nie będzie licytował się z zagranicznymi klubami, nawet jeśli mówimy o zawodniku związanym z regionem i wychowanku. Podolski dał jasno do zrozumienia, że jeśli taki ruch kiedyś dojdzie do skutku, to bardziej jako świadomy wybór Milika niż efekt atrakcyjnej oferty finansowej.
I właśnie to wydaje się dziś kluczowe. Milik ma jeszcze nazwisko, doświadczenie z Serie A, występy w europejskich pucharach i ponad sto meczów w reprezentacji Polski. Jeśli zdrowie dopisze, wciąż może znaleźć angaż poza Ekstraklasą. Dopiero gdy uzna, że chce zamknąć pewien rozdział i wrócić tam, gdzie wszystko się zaczęło, rozmowy z Górnikiem nabiorą realnych kształtów.
Na razie brzmi to bardziej jak plan na przyszłość niż transfer na już. I chyba właśnie takie podejście ma dziś najwięcej sensu. Bo w piłce sentyment potrafi otworzyć drzwi, ale kontrakty podpisuje się z kalkulatorem na stole, a nie z łezką w oku.




