Liverpool, Arsenal i Manchester City wykonały w ostatnich dniach telefony w sprawie Yana Diomande, ale na razie odbijają się od tej samej ściany. Reprezentanci zawodnika przekazali angielskim klubom, że 19-latek chce trafić do Paris Saint-Germain. Nie „rozważa”, nie „analizuje ofert”, nie „czeka na rozwój wydarzeń”. Wybrał Paryż.
PSG miało więc dostać jasny sygnał, żeby docisnąć negocjacje z RB Lipsk. Według TEAMtalk do rozmów bezpośrednio włączył się Nasser Al-Khelaifi, który korzysta ze swoich kontaktów z ludźmi Red Bulla. Kwota może dojść do około 110 milionów euro, bo Lipsk doskonale wie, co ma w rękach.
Nie chodzi wyłącznie o potencjał z kompilacji na YouTubie. Diomande zakończył pierwszy sezon Bundesligi z 12 golami i ośmioma asystami w 33 spotkaniach, został wybrany najlepszym debiutantem rozgrywek, a we wszystkich klubowych turniejach uzbierał 13 bramek i 10 ostatnich podań. To nie jest anonimowy dzieciak kupowany na chybił trafił, tylko skrzydłowy, który już zaczął demolować obrońców na poważnym poziomie.
Liverpool interesuje się nim od dłuższego czasu. Na początku czerwca Anglicy kontaktowali się z Lipskiem, choć nie złożyli formalnej oferty. Teraz próbują utrzymywać relacje z otoczeniem piłkarza, licząc, że paryskie negocjacje wysypią się na ostatniej prostej.
I tutaj robi się ciekawie. Dzień przed najnowszymi doniesieniami pojawiła się informacja, że PSG może odpuścić transfer przez problemy dotyczące praw do wizerunku i zmiany agenta. TEAMtalk twierdzi jednak, że komplikacje są do rozwiązania, a porozumienie pozostaje blisko. Innymi słowy: typowy transferowy bałagan, w którym każdy ma źródła, ale nikt jeszcze nie ma podpisu.
Na dziś przewagę ma PSG. Liverpool może czekać z gotową ofertą, Arsenal reagować po utracie innych celów, a City szukać następcy Savinho. Dopóki Diomande nie zmieni zdania, cała angielska ofensywa pozostaje jednak teatrem bez głównego aktora.




