Włosi znów zrobili z reprezentacji operę mydlaną. Tyle że zamiast zdrady w pałacu mamy Andreę Pirlo, rosyjskiego bukmachera i Paolo Maldiniego gotowego trzasnąć drzwiami.
Pirlo miał objąć kadrę. Świeżo zatrudniony dyrektor techniczny postawił na człowieka, z którym dzielił szatnię Milanu i reprezentacji. Wcześniej odmówili Carlo Ancelotti oraz Pep Guardiola, więc plan był prosty: dać drużynę komuś z nazwiskiem, autorytetem i własnym pomysłem. Problem w tym, że prezes FIGC Giovanni Malagò w ostatniej chwili wyciągnął hamulec ręczny.
Powód? Współpraca Pirlo z rosyjską firmą bukmacherską. Były pomocnik przekonuje, że to zwykły kontrakt reklamowy zawarty podczas pracy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, bez politycznych deklaracji i kremlowskich sympatii. Tyle że w 2026 roku „to tylko biznes” nie zamyka tematu. Zwłaszcza gdy mówimy o trenerze reprezentacji, czyli stanowisku publicznym, oblepionym flagą, hymnem i całą narodową otoczką.
Maldini podobno gotuje się ze złości. I trudno mu się dziwić. Dostał zapewnienie, że będzie odpowiadał za nominację, po czym jego pierwszą poważną decyzję uwalono przy samym podpisie. Jeżeli nie miał realnej władzy, po cholerę w ogóle go zatrudniano? Żeby ładnie wyglądał na konferencji i firmował cudze ruchy własnym nazwiskiem?
Najlepsze jest jednak to, że Pirlo wcale nie był kandydatem oczywistym. Juventus prowadził nierówno, w Sampdorii długo nie wytrzymał, później odbudowywał trenerską reputację w Turcji i Emiratach. To był wybór ryzykowny, bardziej oparty na wizji byłego kapitana niż na żelaznym CV. Można było go krytykować sportowo. Federacja zrobiła coś gorszego: najpierw dała zielone światło, potem przestraszyła się politycznej burzy.
Teraz wracają nazwiska Antonio Conte i Roberto Manciniego, a w tle pojawia się nawet Giorgio Chiellini jako potencjalny następca dyrektora. Czyli klasyka: nie ma trenera, nie wiadomo, kto ma go wskazać, ale giełda nazwisk już zapierdala pełną parą.
A przecież Italia właśnie trzeci raz z rzędu nie pojechała na mundial. Potrzebuje planu, spokoju i ludzi, którzy wiedzą, za co odpowiadają. Zamiast tego dostała kolejną napierdalankę gabinetową. Pirlo odpadł, Maldini może odejść, a federacja znowu wygląda jak miejsce, w którym każdy ma władzę – i nikt nie ponosi odpowiedzialności.
