Na futbolowej mapie świata zostało jedno puste miejsce. Wyspy Marshalla są ostatnim powszechnie uznawanym państwem, które nie należy do FIFA. Działacze chcą to zmienić i myślą już o eliminacjach mistrzostw świata w 2030 roku.
Miejscowy związek powstał dopiero w 2020 roku. Reprezentacja zadebiutowała pięć lat później, przegrywając nieoficjalnie 0:4 z Wyspami Dziewiczymi oraz 2:3 z Turks i Caicos. Państwo liczy około 40 tysięcy mieszkańców i nie posiada regularnych rozgrywek ligowych.
Brzmi jak materiał na romantyczną opowieść o najmniejszych rzucających wyzwanie największym. Tyle że rzeczywistość będzie znacznie mniej filmowa. Bez ligi, infrastruktury i szerokiej bazy zawodników samo członkostwo w FIFA nie stworzy reprezentacji zdolnej rywalizować na poważnie.

Federacja szuka więc graczy pochodzących z Wysp Marshalla, którzy wychowali się lub występują w Europie. To normalna droga dla mikropaństw i niewielkich federacji. Najpierw diaspora, później szkolenie lokalne, a dopiero na końcu marzenia o regularnych zwycięstwach.
Mundial w 2030 roku pozostaje celem bardziej symbolicznym niż realnym. Sam udział w kwalifikacjach byłby jednak historycznym wydarzeniem. Reprezentacja dostałaby oficjalne mecze, ranking, dostęp do programów rozwojowych i powód, żeby budować futbol od podstaw.
