Gianni Infantino najwyraźniej uznał, że po mundialu może już wjechać bez hamulców. FIFA chce stworzyć spółkę FIFA Forward Enterprise, wrzucić do niej część swojego komercyjnego biznesu i sprzedać do 20 proc. udziałów prywatnym inwestorom. Wartość całej konstrukcji ma sięgać około 20 miliardów dolarów.
UEFA odpowiedziała mniej więcej: a kto wam dał prawo sprzedawać kawałek światowego futbolu? I dlatego to nie jest już zwykła awantura o pieniądze. Mozna powiedzieć, że jest to otwarty konflikt o to, kto właściwie rządzi piłką.
Aleksander Ceferin i europejskie federacje mają spotkać się w trybie nadzwyczajnym. Na stole leżą różne scenariusze, włącznie z bojkotem rozgrywek FIFA. Brzmi jak atomówka, bo nią właśnie byłoby wycofanie europejskich reprezentacji z turniejów światowej federacji. Pierwsze oberwać mogłyby mistrzostwa świata kobiet w 2027 roku.
„The Telegraph” określił projekt Infantina jako „nuklearną bombę dla futbolu” i trudno uznać to wyłącznie za brytyjską przesadę. Prywatny inwestor nie wkłada miliardów dlatego, że uwielbia mecze Kamerunu z Kostaryką. Wkłada je, żeby wyjąć jeszcze więcej. A wtedy naturalnie pojawiają się pytania: więcej mundiali? Jeszcze większe turnieje? Kolejne mecze? Jeszcze droższe bilety?
FIFA oczywiście przekonuje, że sportowa kontrola pozostanie po jej stronie, a federacje dostaną znacznie więcej pieniędzy. Według planu każda z 211 federacji może liczyć nawet na 40 mln dolarów w cyklu 2027-2030. Taki argument działa wyjątkowo dobrze w organizacji, w której każdy kraj ma jeden głos.
Tyle że przeciwko FIFA zaczyna występować nie tylko Europa. Krytyczne stanowisko zajęły również Concacaf i AFC, a Azjaci wprost zarzucają centrali brak konsultacji i przejrzystości.
I tutaj robi się naprawdę ciekawie. Infantino przez lata zbudował system, w którym rozdawanie pieniędzy federacjom zapewniało mu ogromne poparcie. Teraz próbuje zrobić największy biznes swojego życia.
UEFA pierwszy raz od dawna wygląda jednak tak, jakby zamiast wydać kolejne oświadczenie, naprawdę chciała wywrócić mu stolik. I mam nadzieję, że to im się uda.
