Dziś Gianni Infantino znowu zbiera po głowie. Pomysły na dalsze komercjalizowanie największych turniejów, otwarty konflikt z częścią europejskiego środowiska, coraz mocniejsza krytyka jego sposobu zarządzania FIFA. Lista jest długa. Ale kto śledził jego działalność wcześniej, ten wie, że problemy Infantino z wyczuciem sytuacji nie zaczęły się wczoraj.
Wystarczy cofnąć się do przełomu 2022 i 2023 roku. 29 grudnia 2022 roku zmarł Pelé. Miał 82 lata. Brazylia żegnała człowieka, którego trudno zamknąć w prostym określeniu „legendarny piłkarz”. Dla całych pokoleń był po prostu twarzą futbolu.
Trumna została wystawiona na stadionie Santosu, Vila Belmiro. Pojawiły się tłumy kibiców, byli piłkarze, działacze. Przyjechał również Infantino. I wtedy powstało zdjęcie, które obiegło świat.
Prezydent FIFA, telefon w ręce, uśmiech, selfie kilka metrów od otwartej trumny Pelégo.
Nie trzeba było być specjalistą od komunikacji kryzysowej, żeby przewidzieć reakcję. W internecie poleciały określenia o braku klasy, żenadzie i zwyczajnym braku szacunku. Obrazek był tak fatalny, że właściwie nie potrzebował komentarza.
Infantino miał jednak inne zdanie. Tłumaczył później, że byli koledzy Pelégo sami poprosili go o wspólne zdjęcie. Nie potrafili zrobić selfie, więc prezydent FIFA wziął telefon i im pomógł. Technicznie może i wszystko się zgadzało. Problem w tym, że ludzie zobaczyli to, co zobaczyli.
Zamiast uznać, że sytuacja mogła wyglądać źle, Infantino przeszedł do kontrataku. Sugerował, że krytycy powinni najpierw poznać okoliczności, a później mieć odwagę przyznać się do błędu.
I właśnie to było w całej historii najbardziej charakterystyczne. Nie samo selfie. Każdemu może zdarzyć się idiotyczny moment. Infantino nie potrafił jednak powiedzieć prostego: „Rozumiem, dlaczego to źle wyglądało”. Zamiast tego dostała się wszystkim dookoła.
Na koniec zaproponował, żeby każda z 211 federacji FIFA nazwała stadion lub obiekt imieniem Pelégo. Piękny gest.
Źródło: givemesport.com
