Savinho najwyraźniej ma dość czekania na swoją kolej w Manchesterze City. Brazylijczyk opuścił czwartkowy trening, oficjalnie z powodu choroby. Tyle że w tle od tygodni chodzi ten sam temat: 22-latek chce przenieść się do Tottenhamu i grać regularnie.
City nie pali się do sprzedaży. I trudno się dziwić. Savinho przedłużył kontrakt aż do 2031 roku, więc klub nie stoi pod ścianą. W poprzednim sezonie zaliczył 36 występów, strzelił cztery gole i uzbierał tylko 1502 minuty. Przy Jérémy’m Doku i Antoine’ie Semenyo trudno było złapać ciągłość.
Tottenham widzi tu okazję. Savinho daje drybling, szybkość i grę na obu skrzydłach, czyli dokładnie to, czego Spurs szukają przed zamknięciem okna. Sam zawodnik miał już jasno przekazać City, że jego wyborem jest północny Londyn.
Nie kupowałbym natomiast narracji, że brak treningu oznacza od razu bunt. Klub mówi o chorobie i nie ma dowodu, że Brazylijczyk urządził strajk transferowy. To ważna różnica.
W Manchesterze i tak robi się tłoczno od tematów. City rozgląda się za kolejnym skrzydłowym, a jednocześnie Rodri coraz mocniej zerka w stronę Barcelony.
Na dziś układ jest prosty: Savinho chce odejść, Tottenham go chce, a City najpierw musi zabezpieczyć własny interes.
