Chelsea powiedziała „120 milionów funtów i ani funta mniej”, dorzuciła piątkowy deadline i zaczęła patrzeć na zegarek. Manchester City? Na razie nie wygląda na klub, który biegnie do bankomatu.
Enzo Maresca potwierdził, że Enzo Fernández znajduje się na radarze City, ale jednocześnie jasno zaznaczył, że transfer nie zostanie przeprowadzony przed wyznaczonym przez Chelsea terminem. Londyńczycy chcą zamknąć temat do godziny 17:00 czasu brytyjskiego.
I tutaj zaczyna się większa układanka. City potrzebuje zabezpieczenia środka pola przede wszystkim dlatego, że przyszłość Rodriego przestała być oczywista. Barcelona złożyła już dwie oferty, drugą wartą około 60 milionów euro, i obie zostały odrzucone. Hiszpan ma jednak tylko rok kontraktu.
Na Golero pisaliśmy wcześniej, że Rodri coraz mocniej spogląda w stronę Barcelony. Problem dla City jest prosty: Fernández byłby kapitalnym następcą, ale 120 milionów za człowieka mającego zastąpić piłkarza sprzedawanego za mniej więcej połowę tej kwoty nie wygląda jak interes, przy którym księgowy otwiera szampana.
Do tego Maresca ma już blisko sprowadzenia Ayyouba Bouaddiego z Lille. Chelsea może więc stawiać ultimatum. City może je spokojnie przeczekać.
Źródło: The Guardian.
