Na boisku 5:0, ale najciekawsza historia mogła rozgrywać się kilka pięter wyżej. Podczas meczu Legii z Radomiakiem w loży Dariusza Mioduskiego pojawił się Martin Kaczmarski, szef Kaczmarski Group. Według „Faktu” biznesmen jest namawiany do wejścia kapitałowego w klub. To jeszcze nie transfer udziałów, ale też trudno traktować tę wizytę jak przypadkowy networking przy cateringu.
Legii dodatkowy kapitał zwyczajnie by się przydał. Brak europejskich pucharów, kosztowna kadra i konieczność sprzedaży zawodników mocno ograniczyły pole manewru. Sportowo też nie było wyłącznie różowo: niedawno warszawiacy zgubili punkty w Kielcach, a wokół części kadry, choćby Milety Rajovicia, regularnie wraca pytanie, czy wydane pieniądze dają odpowiednią jakość. Papszun niedawno publicznie bronił napastnika.
Sam Kaczmarski nie jest anonimowym gościem z biznesowej loży. Prowadzi grupę działającą m.in. w finansach, windykacji i analizie ryzyka. Ma też sportowe CV: startował w Rajdzie Dakar, a w 2014 roku był dziewiąty w klasyfikacji samochodów.
I właśnie dlatego ten ruch miałby sens tylko wtedy, gdy nie skończy się na łataniu kolejnej dziury w budżecie. Legia potrzebuje kapitału, ale równie mocno potrzebuje planu, który nie rozsypie się po jednym słabszym sezonie.
Na dziś nie ma informacji o kwocie, pakiecie udziałów ani konkretnych negocjacjach. Jest za to sygnał, że temat inwestora przy Łazienkowskiej żyje. Jeśli rozmowy faktycznie ruszą, ważniejsze od samej gotówki będzie jedno: ile wpływu na Legię dostałby nowy partner Mioduskiego.
Źródło: Fakt
