Po wyrzuceniu Rangersów najłatwiej byłoby dopisać Jagiellonii Ligę Europy jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Adrian Siemieniec robi dokładnie odwrotnie. Nie chce słyszeć o formalności, zaliczce ani spokojnym rewanżu w Tbilisi. Iberia ma być potraktowana jak mistrz kraju, a nie nagroda pocieszenia po Szkotach.
Trudno mu się dziwić. Gruzini dwa razy z rzędu zdobywali mistrzostwo, a w poprzedniej rundzie wyeliminowali Larne po dogrywce. Siemieniec zwrócił uwagę przede wszystkim na ich sposób gry: wysoki odbiór, ofensywne nastawienie i dobrze wyszkolone skrzydła. Słabszy punkt? Obrona nisko pod własną bramką. I właśnie tam Jagiellonia powinna próbować ich zamknąć.
Stawka jest zresztą większa, niż sugeruje samo „mamy już europejskie puchary”. Golero pisało po awansie z Rangersami, że Jaga ma zapewnioną co najmniej Ligę Konferencji. Teraz gra jednak o dwa dodatkowe mecze jesienią i wyraźnie większe pieniądze.
UEFA gwarantuje uczestnikowi fazy ligowej Ligi Europy 4,31 mln euro opłaty startowej. W Lidze Konferencji jest to 3,17 mln. Sama różnica na wejściu wynosi więc 1,14 mln euro, zanim ktokolwiek kopnie piłkę w fazie ligowej.
O Iberii pisaliśmy już szerzej na Golero. Na papierze Jagiellonia jest mocniejsza. Tylko że Rangers też mieli być mocniejsi od Jagi. Siemieniec najlepiej wie, ile taki papier jest wart.
