Jeszcze niedawno rozmowa o polskim mistrzu w fazie ligowej Ligi Mistrzów bez eliminacyjnej mordęgi brzmiała jak fragment programu satyrycznego. Dziś to już nie fantazja, tylko bardzo konkretna tabela. Polska zajmuje 10. miejsce w pięcioletnim rankingu UEFA i ma 42,525 punktu. Czesi są pół punktu za nami, Grecy tracą 1,713. Niby komfort? Żaden. To przewaga, którą można stracić w dwa parszywe czwartki.
Pierwsza pucharowa kolejka dała nam 0,400 punktu. Lech rozbił AGF Aarhus 4:1, Raków ograł Vallettę 3:1. Górnik poległ z Fenerbahçe, GKS Katowice przegrał w Żylinie. Bilans bez fajerwerków, ale wystarczający, żeby utrzymać pozycję i odsunąć Czechów od pleców.

Ranking UEFA. Źródło: WP
I tu ważna rzecz: ranking nie nagradza pięknych porażek, dobrych fragmentów ani komentarzy w rodzaju „zabrakło skuteczności”. Liczą się punkty, awanse i liczba drużyn, przez którą dzielony jest krajowy dorobek. W eliminacjach zwycięstwo daje jeden punkt do puli, remis pół, a później dochodzą bonusy za kolejne rundy. Matematyka jest brutalna, ale przynajmniej nie udaje eksperta w telewizyjnym studiu.
Stawka jest gigantyczna. Utrzymanie 10. miejsca na koniec sezonu oznacza, że mistrz Polski z sezonu 2027/28 wejdzie bezpośrednio do fazy ligowej Ligi Mistrzów. Bez wyjazdu na sztuczną murawę, bez sierpniowego dramatu z mistrzem kraju, którego stolicy połowa kibiców nie potrafi wskazać na mapie. UEFA potwierdza, że mistrzowie federacji z miejsc 1–10 mają bezpośrednią przepustkę.
Ten skok nie wziął się znikąd. Lech przetarł szlak ćwierćfinałem Ligi Konferencji, później do tej samej rundy dotarły Legia i Jagiellonia. Polska nauczyła się wreszcie korzystać z rozgrywek, które przez lata traktowaliśmy jak poczekalnię dla poważniejszego futbolu.
Teraz trzeba zrobić rzecz dla naszych klubów najtrudniejszą: nie spieprzyć sytuacji, kiedy wszystko zaczyna układać się sensownie. Dziesiąte miejsce nie jest medalem. To otwarte drzwi. Trzeba tylko przestać się o nie potykać. Bo jeżeli tym razem zmarnujemy taką szansę, nie będzie można zwalić winy na losowanie, sędziego ani pogodę. Zostanie wyłącznie stara, znajoma nieudolność.
