Górnik Zabrze przegrał z AS Monaco 2:3, ale jeśli ktoś spodziewał się różnicy dwóch piłkarskich światów, to jej nie dostał. Zabrzanie momentami grali z Francuzami jak równy z równym. Problem był bardziej brutalny: kiedy Górnik potrzebował kilku prób, Monaco potrzebowało jednej.
Mika Biereth trafił już w 9. minucie. Po przerwie Lamine Camara zrobił 0:2, Erik Prekop odpowiedział praktycznie natychmiast, ale chwilę później Paris Brunner znów odsunął gospodarzy na dwa gole. Sondre Liseth w 74. minucie uratował jednak wynik, który pozostawia ten dwumecz przy życiu.
Statystyki nie wyglądają jak mecz faworyta z kopciuszkiem. Górnik oddał 17 strzałów przy 11 Monaco, obie drużyny zanotowały po sześć uderzeń celnych, a posiadanie piłki było praktycznie równe. Zabrzanie wykonali też aż 28 dośrodkowań przy dziesięciu rywala.
Jeszcze ciekawiej wygląda pierwsza połowa. Górnik schodził do szatni przy 0:1, mimo że miał 0,52 xG wobec 0,28 Monaco i dziewięć strzałów przy zaledwie trzech gości.
To przypomina dwumecz z Ferencvárosem. Tam również można było długo opowiadać o przewadze, sytuacjach i dobrym wrażeniu. Na końcu tabela wyników nie rozdawała punktów za wrażenia.
Górnikowi nie brakuje pomysłu na europejskie mecze. Brakuje mu bezwzględności w obu polach karnych.
Monaco pokazało dokładnie to, czego zabrzanom brakuje. Pierwszy celny strzał? Gol Bieretha. Górnik zaczyna odrabiać? Chwilę później Francuzi odpowiadają Brunnerem. Na tym poziomie właśnie tak wygląda różnica jakości.
Jest też rzecz, którą przed rewanżem warto zapisać Michalowi Gasparikowi na plus. Górnik nie rozsypał się przy stanie 1:3.
W 66. minucie pojawili się Kacper Urbański i Sondre Liseth. Osiem minut później Norweg zdobył drugą bramkę. W końcówce zabrzanie nadal próbowali docisnąć Monaco, które wyglądało coraz ciężej.
I to nie powinno dziwić. Dla Francuzów był to pierwszy oficjalny mecz sezonu. W niedzielę zagrają już w Ligue 1 z Le Havre, więc za tydzień prawdopodobnie zobaczymy rywala bardziej przygotowanego fizycznie. Dlatego trochę szkoda, że właśnie teraz Górnik nie wyciągnął remisu.
Rewanż zostanie rozegrany 27 sierpnia na Stade Louis-II. Zasada goli wyjazdowych już nie obowiązuje, więc matematyka jest prosta: zwycięstwo Górnika jednym golem oznacza dogrywkę, dwoma daje awans bez dodatkowych 30 minut. Monaco oficjalnie potwierdza termin drugiego spotkania.
Łatwo nie będzie. Górnik właśnie stracił trzy gole u siebie, a teraz jedzie na boisko drużyny, która tego lata potrafiła wygrać 3:2 na Anfield z Liverpoolem.
Z drugiej strony 17 strzałów przeciwko Monaco to nie jest statystyka drużyny czekającej na cud.
Górnik musi w rewanżu zrobić mniej więcej to samo, co w Zabrzu – tylko przestać rozdawać Francuzom gole przy pierwszym poważniejszym błędzie. Nie potrzebuje futbolowej rewolucji. Potrzebuje skuteczniejszego Prekopa, więcej jakości w ostatnim podaniu i wieczoru, w którym Schulze wyciągnie coś ponad normę.
Przed Monaco Górnik odpadł z walki o Ligę Europy po dwumeczu z Ferencvárosem. Drugi raz może usłyszeć, że „był lepszy, ale zabrakło skuteczności”. Za tydzień dobre wrażenie już nikogo w Zabrzu nie urządzi. Trzeba wygrać.
Wynik: Górnik Zabrze – AS Monaco 2:3 (0:1). Bramki: Erik Prekop 53′, Sondre Liseth 74′ – Mika Biereth 9′, Lamine Camara 51′, Paris Brunner 58′. Na trybunach było 23 027 widzów.
