Lionel Messi przez dwie dekady sprawiał wrażenie człowieka, którego piłka potrafi odgrodzić od całego świata. Tym razem nie potrafiła. Po śmierci ojca, Jorge Messiego, Argentyńczyk opublikował osobisty list, w którym przyznał, że nadal nie umie pogodzić się z tym, co się stało.
Jorge miał 68 lat. Był dla syna kimś znacznie więcej niż ojcem obserwującym mecze z trybun. Woził go na treningi, pilnował pierwszych kroków kariery, a później przez lata prowadził jego sprawy jako agent. Kiedy nastoletni Leo ruszał do Barcelony, cała rodzina postawiła na jedną kartę. Bez Jorge historia Messiego mogła wyglądać zupełnie inaczej.
Szczególnie mocno wybrzmiewa wątek ostatniego mundialu. Jorge miał namawiać syna, by jeszcze raz zagrał dla Argentyny, choć jego zdrowie wyraźnie się pogarszało. Messi do końca liczył, że ojciec zobaczy go na największej scenie.
Najmocniejsze nie są jednak wspomnienia, tylko słowa o przyszłości. Messi przyznaje, że nie wie, jak długo jeszcze chce grać. I nagle rozmowy o kolejnym meczu czy minutach w Interze Miami brzmią zwyczajnie nie na miejscu.
Na Golero pisaliśmy już o powrocie Messiego do Miami oraz jego reakcji po finale mundialu 2026.
Teraz futbol zszedł na dalszy plan. Bo można wygrać w piłce prawie wszystko, a potem zostać po prostu synem, który stracił ojca.
