Saudyjczycy znowu wyciągają portfel i tym razem patrzą w stronę Monachium. Według „L’Équipe” Al-Hilal szykuje około 70 milionów euro za Luisa Díaza. Reakcja Bayernu? W dużym skrócie: panowie, nie traćmy czasu.
Jan-Christian Dreesen skwitował temat słowami, że Bayern byłby głupi, gdyby sprzedał Kolumbijczyka. I akurat trudno znaleźć argument, żeby się z nim kłócić.
Díaz przyszedł z Liverpoolu zaledwie rok temu. Bayern zapłacił za niego około 75 milionów euro i dał mu kontrakt do czerwca 2029 roku. Sprzedaż za 70 milionów oznaczałaby więc, że Niemcy pozbywają się jednego z najlepszych zawodników poprzedniego sezonu za mniej więcej tyle, ile sami za niego wydali. Gdzie tu interes?
Zwłaszcza że Díaz nie potrzebował roku na aklimatyzację, dziesięciu wywiadów o „poznawaniu ligi” i cierpliwego tłumaczenia, że Bundesliga jest bardziej wymagająca, niż wygląda w telewizji. W 28 ligowych występach uzbierał 15 bramek i 13 asyst. Wszedł do Bayernu, odpalił silnik i właściwie od razu został jednym z najważniejszych ludzi ofensywy Vincenta Kompany’ego.
Al-Hilal oczywiście można zrozumieć. Klub właśnie sprowadził Crysencio Summerville’a z West Hamu, podpisał z nim czteroletnią umowę i najwyraźniej uznał, że jednego efektownego skrzydłowego to zdecydowanie za mało. Problem polega na tym, że Bayern nie jest klubem zmuszonym do sprzedaży.
Gdyby na stole pojawiło się 120 czy 130 milionów, ktoś przy Säbener Straße pewnie przynajmniej wyjąłby kalkulator. 70 milionów? To bardziej rozpoczęcie rozmowy niż oferta, która może wywrócić stolik.
Díaz ma 29 lat, więc teoretycznie właśnie teraz można dostać za niego największe pieniądze. Tyle że Bayern nie buduje kadry po to, żeby efektownie wyglądała w Excelu. Buduje ją po to, żeby wygrywać Ligę Mistrzów. A takich piłkarzy jak Díaz raczej się wtedy zatrzymuje.
