Bernardo Silva zdążył rozegrać 45 minut w nieoficjalnym debiucie dla Realu Madryt, a José Mourinho już publicznie znalazł rzecz, która mu się nie podoba. Portugalczyk po sparingu z Ferencvárosem dostał od trenera jasny komunikat: piłkarsko wszystko się zgadza, fizycznie jest jeszcze sporo do nadrobienia.
Klasyczny Mourinho. Żadnego klepania po plecach. Bernardo wrócił po mundialu i urlopie, więc szkoleniowiec uznał, że warto od razu zaznaczyć teren. Według niego Silva podczas wakacji naprawdę odpoczywa, zamiast biegać po plaży z pulsometrem przyklejonym do klatki. Efekt? Za niski poziom przygotowania, żeby wykonywać wszystkie zadania w środku pola.
I tu robi się ciekawiej niż przy samej wypowiedzi. Mourinho początkowo próbował Bernardo głębiej, ale widząc jego problemy motoryczne, przesunął go bliżej bramki. Jednocześnie podkreślił, że 31-latek może grać na kilku pozycjach. To ważne, bo Real nie brał go po to, żeby Portugalczyk siedział przy linii i czekał na piłkę. Ma dać drużynie kontrolę, wyjście spod pressingu i dodatkowy mózg w rozegraniu.
Real zakontraktował Silvę do czerwca 2028 roku po jego odejściu z Manchesteru City. A mówimy o zawodniku, który w Anglii spędził dziewięć sezonów, zaliczył 460 występów, 76 goli i zdobył z City 20 trofeów.
W Budapeszcie Real wygrał z Ferencvárosem 2:1, ale wynik sparingu za chwilę będzie pamiętał wyłącznie ktoś prowadzący bardzo dokładny arkusz w Excelu. Znacznie ważniejsze jest to, że Mourinho już zaczął ustawiać Bernardo poprzeczkę.
Źródło: si.com
