Real Madryt kupił już pięciu zawodników, ale najwyraźniej uznał, że okno transferowe bez kolejnych stu milionów wydanych na nastolatka byłoby zwyczajnie niekompletne. Na liście znaleźli się Yan Diomande oraz Rodri. Łączny rachunek może wynieść 197 milionów euro.
Za skrzydłowego RB Lipsk Real miałby zapłacić 122 miliony euro plus dziesięć milionów w bonusach. Rodri został wyceniony na około 65 milionów, choć Manchester City najpierw chce znaleźć jego następcę.
To bardzo realowy zestaw. Z jednej strony gotowy lider, mistrz środka pola i zawodnik, którego nie trzeba nikomu przedstawiać. Z drugiej – młody, widowiskowy ofensywny gracz, za którego trzeba zapłacić kwotę wyglądającą jak budżet kilku klubów LaLigi.
Największe ryzyko dotyczy Diomande. Ogromny talent, dobre liczby w Lipsku, szybkość i przebojowość – wszystko się zgadza. Ale 132 miliony euro nie kupują już potencjału. Za taką sumę kupuje się obowiązek natychmiastowego robienia różnicy.
Rodri to inna historia. Real od lat szuka pełnej kontroli nad środkiem pola po zmianie pokoleniowej. Hiszpan zna ligę, wygrał właściwie wszystko i może dać drużynie równowagę, której nie da się stworzyć samymi efektownymi transferami.
Czy oba ruchy zostaną dopięte? Nie wiadomo. Negocjacje z City i Lipskiem nie będą spacerem. Real nie zamierza czekać, aż zespół będzie potrzebował przebudowy. Przebudowuje go, zanim ktokolwiek zdąży ogłosić kryzys.
