Miała być szybka odbudowa i marsz po powrót do Ekstraklasy. Na razie jest 0:3 u siebie z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, zakaz rejestrowania zawodników i dzieciaki wystawione do sprzątania bałaganu po dorosłych. Lechia nie przegrała przez pecha, brak skuteczności ani „trudny moment”. Przegrała, bo od miesięcy funkcjonuje jak klub bez planu, pieniędzy i odpowiedzialności. A 39-letni Radosław Majewski tylko postawił kropkę nad kompromitacją.
Wynik 0:3 nie był dziełem przypadku. Damian Jaroń trafił przed przerwą, Igor Korczakowski poprawił po godzinie, a Radosław Majewski zamknął temat w 77. minucie. Symbolika aż nazbyt czytelna: 39-letni rutyniarz dobił drużynę, która musiała wystawić dziewięciu juniorów, w tym pięciu od pierwszej minuty. Na boisku pojawił się również 15-letni Martin Szczerbiński. To nie była odważna strategia rozwoju akademii. To było gaszenie pożaru zawodnikami, którzy normalnie powinni spokojnie zbierać doświadczenie, a nie ratować projekt za grube miliony.
Młodzi przynajmniej próbowali. Igor Bambecki kilka razy dobrze napędził akcję, Lechia miała fragmenty, w których potrafiła zamknąć rywala na jego połowie. Problem w tym, że Pogoń nie musiała grać meczu życia. Wystarczyło zachować porządek, przeczekać gdański zryw i wykorzystać kolejne błędy. Goście byli dojrzalsi, konkretniejsi i zwyczajnie bardziej piłkarscy. Nawet ich spokój momentami bolał bardziej niż sam wynik, bo pokazywał, jak niewiele trzeba było zrobić, żeby wywieźć z Gdańska komplet punktów.
Największa kompromitacja wydarzyła się jednak przed spotkaniem. Zakaz rejestrowania nowych zawodników, zaległości finansowe, kolejne batalie Paolo Urfera i odrzucona przez CAS sprawa dotycząca wcześniejszej kary punktowej – w Lechii księgowość znów wyszła w podstawowym składzie. Dzień później rachunek wystawiła Pogoń. To nie jest pech. To efekt zarządzania, w którym gaszenie kryzysów zastąpiło budowę zespołu.
Teraz można oczywiście liczyć, że pieniądze nagle się znajdą, zakazy znikną, a nowi piłkarze wskoczą do kadry przed kolejnym meczem z Wartą Poznań. Tylko że awansu nie buduje się komunikatami prezesa ani prawniczą ofensywą. Buduje się stabilnym klubem. A Lechia na inaugurację pokazała, że na razie ma stadion, herb i młodzież rzuconą pod autobus. Reszta pozostaje obietnicą, a terminarz nie zamierza czekać, aż właściciel uporządkuje własny bałagan.
