AS Monaco wygrało w Zabrzu 3:2, ale jeśli ktoś spodziewał się we Francji zachwytów, to trafił pod zły adres. Tamtejsze media wynik przyjęły, grę już znacznie chłodniej. „Le Parisien” zwraca uwagę, że faworyt niepotrzebnie zostawił Górnika przy życiu, „Le Figaro” mówi wprost o wykonaniu absolutnego minimum, a „L’Équipe” podkreśla, że przed rewanżem Monaco wcale nie może czuć się bezpiecznie.
I trudno się z nimi kłócić. Górnik oddał 17 strzałów przy 11 Monaco, a w celnych uderzeniach było 6:6. To nie są liczby drużyny, która przez 90 minut modliła się o niski wymiar kary. Zabrzanie przegrali przede wszystkim dlatego, że Francuzi byli bezwzględni wtedy, gdy dostawali pół metra miejsca.
Przed rewanżem jest jeszcze jeden punkt zaczepienia. „L’Équipe” po meczu wytknęło problemy Ericowi Dierowi. Anglik kiepsko wyglądał także sześć dni wcześniej w sparingu z Coventry, gdy był zamieszany w oba stracone gole. Jeśli Górnik ma szukać miejsca, gdzie można Monaco naprawdę zaboleć, środek francuskiej obrony wygląda dziś znacznie bardziej zachęcająco niż wskazywałyby nazwiska i budżety.
Oczywiście w Księstwie skala trudności wzrośnie. Monaco będzie u siebie, a do tego zdąży wcześniej wejść w rytm Ligue 1. Ale przy wyniku 2:3 nie trzeba wymyślać cudu. Jedna bramka daje dogrywkę. Francuskie gazety właściwie same podpowiadają Górnikowi plan: naciskać obronę i nie dać rywalowi kolejny raz wygrać meczu skutecznością.
