Lech Poznań zakończył wieczór kompletną demolką. FC Thun wyjeżdża z Bułgarskiej z siedmioma golami w bagażu, a przed rewanżem w Szwajcarii pytanie nie brzmi już „czy Kolejorz awansuje?”, tylko „jakim składem pojedzie dokończyć robotę?”.
7:0 w pierwszym meczu play-off eliminacji Ligi Europy to wynik, przy którym wszystkie opowieści o trudnym rewanżu można schować do szuflady. Oczywiście w piłce widzieliśmy rzeczy dziwne, ale stracić siedem bramek przewagi w 90 minut byłoby wydarzeniem nadającym się już bardziej do archiwum UEFA niż zwykłej kroniki meczowej.
Lech potwierdził przy okazji, że jego ofensywa w Europie weszła na absurdalne obroty. Niedawno poznaniacy rozbili KÍ Klaksvík 5:0, teraz dorzucili kolejne siedem trafień. Dwanaście goli w dwóch europejskich meczach to już nie przypadkowy wyskok.
Najważniejsze jest jednak to, co oznacza ten wynik. Kolejorz jest praktycznie pewny gry w fazie ligowej Ligi Europy, czyli poziom wyżej niż Conference League i z dużo ciekawszą perspektywą sportową oraz finansową.
Rewanż pozostaje formalnością do odhaczenia. Lech musi tylko zrobić jedną rzecz: nie wymyślić katastrofy, jakiej europejskie puchary jeszcze nie widziały.
7:0. Koniec meczu. Bułgarska dostała wieczór, który będzie wspominać jeszcze długo.
Lech Poznań – FC Thun 7:0 (5:0)
Bramki: Patrik Wålemark 10’, Allahyar Sayyadmanesh 20’, Patrik Wålemark 25’, Mateusz Skrzypczak 31’, Radosław Murawski 45’, Daniel Håkans 48’, Robert Gumny 79’
