PSG zaczęło sezon tak, jak skończyło poprzedni: z trofeum w rękach. Paryżanie pokonali Aston Villę 2:1 w Superpucharze Europy, choć Anglicy przez długie fragmenty wcale nie wyglądali jak zespół przyjezdny do odebrania medali za udział.
Najpierw błysnął Chwicza Kwaracchelia, który w 21. minucie dał PSG prowadzenie. Villa odpowiedziała jeszcze przed przerwą za sprawą 17-letniego Madjo i zrobiło się ciekawiej, niż sugerował papier.
Po zmianie stron Francuzi wrócili do swojego grania. Decydujący moment przyszedł w 61. minucie. Désiré Doué trafił do siatki, sędzia asystent podniósł chorągiewkę, ale VAR odkręcił decyzję. Powód? Matty Cash został pół kroku za linią i utrzymał Francuza w grze. Niby detal, a na takim poziomie właśnie z detali robi się wynik.
Cash nie rozegrał katastrofalnego meczu, ale ten obrazek będzie wracał. Obrońca może przez 89 minut robić swoje, a potem jeden spóźniony ruch kasuje całą narrację.
PSG bierze kolejne trofeum i pokazuje, że po triumfie w Lidze Mistrzów nie zamierza zwalniać. Luis Enrique ma dziś drużynę, która potrafi wygrywać również bez pełnej dominacji. To dla reszty Europy chyba najbardziej niewygodna wiadomość.
